Sennik
      Wybierz literę:

      Partnerzy:
      Znaczenia Snów - Sennik.Humorek.Biz

Sen - jest to stan czynnościowy ośrodkowego układu nerwowego, cyklicznie pojawiający się i przemijający w rytmie dobowym, podczas którego następuje zniesienie świadomości (por. świadomy sen) i bezruch. Przeciwieństwem stanu snu jest stan czuwania. Długość snu u zwierząt znacznie się różni. U żyraf wynosi on 2 godziny na dobę, a np. u nietoperzy 20 godzin na dobę. U niektórych zwierząt (pingwiny, foki, delfiny) półkule mózgowe śpią na zmianę. Objawia się to zamknięciem oka przez śpiąca półkulę. Foki śpią w ten sposób, żeby wynurzać się w celu zaczerpnięcia powietrza. Podobnym do snu stanem jest sen zimowy (hibernacja) i sen letni (estywacja). Wiele zwierząt przesypia niekorzystną porę roku - sen zimowy w celu oszczędzania energii lub sen letni w czasie suszy. Dobowe zapotrzebowanie na sen jest cechą indywidualną. Badania przeprowadzone na ponad 1 milionie osób w Kalifornii wykazały, że większość osób śpi 8-9 godzin na dobę, następna duża grupa osób śpi 7-8 godzin. Zapotrzebowanie na sen jest cechą wrodzoną. Wskaźnik umieralności jest najniższy u osób śpiących 7-8 godzin na dobę i wzrasta zarówno u osób śpiących dłużej jak i krócej. Rytm snu reguluje stężenie melatoniny. Czas snu wiąże się też z preferowaną długością doby, która jest inna dla każdego człowieka i na ogół dłuższa niż 24 godziny. W eksperymentach, polegających na całkowitym odizolowaniu ludzi w pokojach bez okien, zegarów, telewizji, radia i telefonów, kiedy sami mogli sobie wybierać moment zasypiania i wstawania, niektórzy badani funkcjonowali nawet w rytmie trzydziestu kilku godzin.



> Wróć do wyboru litery <

Tapety: ściągnij na telefon tapety na pulpit komputer.

Losowe sny:
:: Fotografia (zdjęcie) :: Dziecko :: Zeszyt do matematyki :: Filiżanka :: Pałka :: Łosoś :: Inkwizycja :: Pacierz :: Spisek :: Zmartwienie :: Kościoły :: Falbana :: Kałamarz :: Cud :: Odbiór :: Hulajnogi :: Egzamin :: Rentgen nogi :: Chodnik ::
2008-2010 Copyright by Humorek.Biz. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jeszcze się trzymała, ale czuła, że lada moment może nadejść dzień, kiedy nie da rady. Gdyby nie Marta, jej dziesięcioletnia córka, dawno zaprzestałaby tej walki. Dla niej była w stanie zdobyć się na wysiłek ponad siły i na przekraczanie swoich ograniczeń. We dwie jakoś sobie radziły, chociaż bywały momenty krytyczne. Do utraty tchu Rozpoczęło się szkolenie. Nina uczyła się jak szalona – wiadomości o produktach bankowych przyswajała w mig, znakomicie zaliczała testy. Zastanawiam się, czy Linda mówi to jako aktor czy jako reżyser. – Największa porażka zawodowa? – Najbardziej zabolały mnie "Jasne błękitne okna" – odpowiada, jakby stojąc za kamerą był mniej odporny na krytykę. – Zabolało w tym sensie, że wydawało mi się z operatorem i tymi ludźmi, z którymi to robiłem, że jest fajnie, bo jest coś ważnego. Wydawało mi się, że te klocki jakoś się poskładają... do dziś tego nie rozumiem. Gdybym rozumiał, na pewno łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić. Ale jakoś nie potrafię. – Ale z czym konkretnie? – Zabolał mnie zarzut, że jest amatorsko zrobiony. Czyli że nie jest filmem. Włożyłem całe swoje doświadczenie z grania i z reżyserii, żeby ze scenariusza zrobić historię. Ale myślę też w tej chwili, że może... ja jestem zafascynowany kobietami i zrobiłem kobiecy film, stałem się jakiś afektowany. Jej dzień zaczynał się o świcie – musiała przygotować posiłki na cały dzień dla Marty i schorowanej ciotki-staruszki, z którą mieszkała. Trzeba było ogarnąć mieszkanie, wyprasować ubranie, zrobić zakupy, a czasem i pranie – wciąż nie miała pralki. Po pracy ledwie starczało jej sił, żeby sprawdzić Marcie lekcje, czasem w czymś jej pomóc, po prostu z nią pobyć, a jeszcze trzeba było zająć się własną nauką. Dni mijały w nieustannym biegu i stresie, zwłaszcza że w pracy czekały kolejne sprawdziany, testy, oceny. Z reguły wypadała w nich dobrze, nawet bardzo dobrze. Miała też wyjątkowe sukcesy – świetnie radziła sobie w kontaktach z klientami i, co wszystkich wprawiło w podziw, sprzedała dwa produkty bankowe. Podobno jeszcze nikomu nie udało się to podczas szkolenia. Zazwyczaj krytyczna wobec siebie, tym razem musiała przyznać, że to było coś. Jednak po miesiącu zauważyła, że coraz gorzej znosi swoje potknięcia i uwagi dosyć impulsywnego koordynatora – coraz częściej musiała siłą powstrzymywać cisnące się do oczu łzy. Coraz trudniej jej było koncentrować się, coraz częściej czuła, że to wszystko ponad jej siły.